Wyjazd do Płocka miał być dla Arki okazją na przełamanie wyjazdowej bessy, ponieważ po drugiej stronie murawy stanęła drużyna, która przegrała cztery ostatnie mecze. Dawid Szwarga, który przy Łukasiewicza musiał odcierpieć karę za cztery żółte kartki i zasiadł na trybunach, postanowił namieszać w wyjściowej jedenastce i od pierwszej minuty posłał w bój m.in. byłego gracza Wisły Dawida Kocyłę, dawno niewidzianego w podstawowym składzie Alassane'a Sidibe czy prezentującego się dotąd fatalnie Patryka Szysza. Na ławce rezerwowych zasiedli Marc Navarro czy Nazarij Rusyn. Wśród wybrańców Mariusza Misiury nie pojawiły się niespodziewane nazwiska.
Żółto-niebiescy wystartowali jak z armaty. Już w początkowych sekindach Gojny posłał długie podanie w kierunku Kubiaka, 19-latek niczym ekspresowy pociąg uciekł piłkarzom Wisły i wpadł w pole karne, po czym poszukał uderzenia na bramkę Leszczyńskiego, jednak z ostrego kąta przeniósł futbolówkę nad poprzeczką. W 23. minucie Jakubczyk przeprowadził kapitalną indywidualną akcję, pociągnął z piłką kilkadziesiąt metrów, ograł Tavaresa i Savvidisa, po czym znalazł podaniem znajdującego się w doskonałej sytuacji Gutkovskisa. Łotysz strzelił wprost w Leszczyńskiego, a dobijający tto uderzenie z lewej strony Kerk trafił w rękę Kamińskiego, po której futbolówka wyleciała na boczną siatkę. Sędzia Kuźma nie zdecydował się podyktować jedenastki dla Arki, mimo że należała się ona gdynianom jak psu buda. Na zamknięcie pierwszego pół godziny gry Nowak odebrał piłkę Sidibe, popędził z nią przez pół boiska, odegrał na skraj pola karnego do Pacheco, Hiszpan łatwo nawinął Szotę, ale przy strzale w kierunku bliższego słupka wracający defensor Arki zdołał zablokować środkowego pomocnika płocczan. Chwilę później Rogelj uciekł Kubiakowi na prawej flance Wisły, dobiegł do linii końcowej i wycofał do znajdującego się na 10. metrze Hamulicia, którego zgubił Marcjanik, jednak Bośniak w tej kapitalnej sytuacji skiksował i dla podopiecznych Szwargi skończyło się na strachu. Gospodarze nie ustawali w atakach. Hamulić zebrał piłkę w środku murawy po niedokładnym zagraniu Kerka i błyskawicznie uruchomił rozpędzonego na lewym skrzydle Rogelja, Słoweniec złamał do środka, spóźnił się do niego Jakubczyk, natomiast gracz ,,Nafciarzy" nie dokręcił strzału i futbolówka powędrowała dwa metry obok lewego słupka Węglarza. Tuż przed przerwą piłkarze Misiury mieli jeszcze jedną fantastyczną okazję - Nowak łatwo ograł Marcjanika, znów nie nadążył za nim Jakubczyk, młody ofensywny pomocnik wpadł w szesnastkę gdynian i mocno uderzył po ziemi, a piłka minęła prawy słupek bramki Arki o centymetry. W pierwszych 45 minutach bramek nie oglądaliśmy, choć znacznie bliżej objęcia prowadzenia byli miejscowi.
Zgoła inaczej wyglądała druga połowa. W 50. minucie Gojny uruchomił stojącego na skraju pola karnego Kerka, Niemiec ograł Haglinda-Sangre, popędził w kierunku linii końcowej i dośrodkował miękko na dalszy słupek, a tam pomiędzy obrońców wpadł dziko nabiegający na piłkę Kocyła i energicznym uderzeniem głową zapakował futbolówkę do sieci, gnębiąc swoją byłą drużynę i niespodziewanie wyprowadzając żółto-niebieskich na prowadzenie w Płocku. Na tym Arkowcy nie zamierzali jednak poprzestawać. Po godzinie gry Szysz przedzierał się prawą stroną i na tyle skutecznie pressował Karamarkę, że Chorwat fatalnie się pomylił przy próbie odegrania do Leszczyńskiego i wyłożył piłkę Gutkovskisowi wychodzącemu sam na sam z bramkarzem. Łotysz miał mnóstwo czasu, zdecydował się przedryblować golkipera i skierować futbolówkę do pustej bramki, strzelając w ten sposób swojego pierwszego gola w żółto-niebieskich barwach. W 71. minucie odgryzła się Wisła. Nowak przedzierał się lewą stroną pola karnego, wygrał pozycję z Kocyłą, po jego uderzeniu piłka trafiła w rękę Marcjanika, a następnie interweniujący Węglarz nabił futbolówką spieszącego do dobitki Rogelja i płocczanie, którzy liczyli na odgwizdanie jedenastki, nie otrzymali nawet rzutu rożnego. W odpowiedzi Kubiak posłał podanie górą w kierunku Rusyna, wydawało się, że gospodarze mają sytuację pod kontrolą, ale Karamarko fatalnie się machnął i Ukrainiec wyszedł sam na sam z Leszczyńskim. Niestety, zamiast dogrywać do Navarro na pustą bramkę, zdecydował się próbować pokonać bramkarza podcinką, a golkiper ,,Nafiarzy" zdołał zareagować na tyle przytomnie, by zbić futbolówkę na korner. W 80. minucie Kerk odebrał piłkę Haglindowi-Sangre na środku boiska, natychmiast uruchomił rozpędzającego się Szysza, ten świetnym podaniem stworzył stuprocentową sytuację Rusynowi, natomiast zawodnik wypożyczony z Sunderlandu nieczysto trafił w futbolówkę i w doskonałej okazji fatalnie przestrzelił. Co się jednak odwlecze, to nie uciecze. W 82. minucie Navarro dośrodkował z prawej flanki, a Rusyn wyprzedził Kamińskiego w ruchu do piłki i głową skierował ją w dalszy narożnik bramki Leszczyńskiego, nie dając golkiperowi Wisły żadnych szans i posyłając całą drużynę miejscowych na deski. Do końca rywalizacji podopieczni Misiury próbowali jeszcze zdobyć bramkę honorową, ale defensywa Arki stała w poniedziałek na wysokości zadania.
Po jedenastu meczach bez zwycięstwa na wyjeżdzie, na które złożył się jeden remis i dziesięć porażek, zespół Dawida Szwargi nareszcie zasmakował wygranej w delegacji. Można powiedzieć o cudzie nad Wisłą, ale też powiedzmy wyraźnie, że była to wiktoria zasłużona. Arkowcy świetnie wyglądali w pressingu, prezentowali znacznie wyższy poziom intensywności swoich działań boiskowych, a w drugiej połowie całkowicie zdominowali środek pola i dzięki temu otworzyły im się opcje rozegrania, których w pierwszych 45 minutach nie mieli. Gdynianie regularnie zyskiwali przestrzeń dzięki odważnej grze na wyprzedzenie rywala, a z piłką przy nodze prezentowali mądrość i dojrzałość w decyzjach co do kierunku dalszego reżyserowania akcji. Oczywiście, mamy świadomość, że przeciwnikiem Arkowców była dzisiaj drużyna pogrążona w kryzysie, która przegrała piąte spotkanie z rzędu, natomiast żółto-niebiescy potrzebowali w tym momencie wyjazdowego przełamania jak tlenu i chwała im za wykorzystanie słabości rywala. Cieszymy się, że nasza krytyka po ostatnich porażkach nie znalazła potwierdzenia w poniedziałkowy wieczór w Płocku, wręcz przeciwnie - zespół zagrał bardzo dobry mecz, który utrzymuje gdynian w realnej walce o utrzymanie w Ekstraklasie. Po 24. kolejce podopieczni Dawida Szwargi znajdują się na 15. miejscu w tabeli z przewagą punktu nad Legią i dwóch nad Widzewem, ale też taką samą liczbą oczek, jak Piast, oraz dwoma straty do Lechii, Pogoni i Motoru czy trzema do Radomiaka. Teraz jednak trzeba koniecznie iść za ciosem i potwierdzić swoje argumenty zwycięstwem na własnym boisku. W niedzielę o 12:15 Arka podejmie na Stadionie Miejskim Widzew Łódź.
Wisła Płock - Arka Gdynia 0:3
Bramki: Kocyła 50', Gutkovskis 62', Rusyn 82'
Wisła: Leszczyński - Haglind-Sangre, Kamiński, Karamarko - Rogelj (83' Hiszpański), Tavares (63' Jurić), Savvidis (63' Kun), Pacheco (75' Djalo), Custović (63' Lecoeuche) - Nowak, Hamulić.
Arka: Węglarz - Szota (86' Zator), Marcjanik, Gojny - Kocyła (73' Navarro), Sidibe (67' Rzuchowski), Jakubczyk, Kubiak - Szysz, Kerk (86' Oliveira) - Gutkovskis (73' Rusyn).
Żółte kartki: Nowak, Hiszpański - Szota.
Sędzia: Łukasz Kuźma (Białystok).
Frekwencja: 7648.